Praca u Janusza

Swego czasu nie miałem szczęścia i pewnie dalej go nie mam i trafiałem pod skrzydła rożnych firm i przedsiębiorców którzy mieli dosyć ograniczoną empatię względem zarządzania kapitałem ludzkim i nastawiali się głownie na wydrenowanie do granic możliwości zdolności fizycznych i umysłowych pojedynczego pracownika by kiedy jest już zużyty lub zaczyna domagać się więcej wyjebać go z obiegu i przyjąć świeży narybek.
Szafowanie nadzieją na podwyżkę czy inne benefity ( typu szkolenia, dopłaty do multisportu itp.) to typowa zagrywka Janusza, Janusz ma w głowie jedno, zysk.
I powinien mieć bo po to zakłada się firmę, by osiągać zyski i mieć z czego żyć a z racji że własna działalność to trochę więcej niż 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu i biznes nie uznaje dni wolnych to twoja głowa pracuje czy chcesz czy nie nawet po godzinach.
Bynajmniej ja tak miałem, nie potrafiłem się totalnie odciąć a z racji że myślałem codziennie to szybko doszło do wypalenia.

Janusz mówiący że wypłata za szybko dana zaraz zostanie wydana, tak kurwa!
Areczku….

Początki

Tak jak wielu którzy mieli już serdecznie dosyć nauki już w szkole średniej stwierdziłem że studia może i się jawią jako jakiś cel ale to musi być cel określony i naprawdę przemyślany, nie rozumiałem wtedy że poświęcenie jednego roku by zwyczajnie się rozejrzeć po społeczności studenckiej nawet na gówno kierunku da mi jakieś wytyczne czy jest coś co by mnie zainteresowało.
Zamiast tego poszedłem poznawać społeczeństwo robotnicze.
Człowiek jest młody i pełen nadziej, łatwiej znosi długie godziny i pewne niesprawiedliwości ze strony przełożonych bo jest plastyczny i wierzy że ciężką uczciwą pracą bez kombinowania dojdzie się na szczyt.
Też taki byłem ale im więcej poznawałem ludzi o innym nastawieniu to zacząłem zmieniać poglądy, w mych początkach gardziłem ludźmi którzy uchylają się od roboty, gardziłem ich lenistwem i cwaniactwem, gardziłem ich poczuciem wyższości kiedy ja spracowany, zmęczony wracałem do domu a oni niczym niezmęczeni szli na imprezę.
I chociaż w swych własnych odczuciach czułem że dobrze wykonuje swoją pracę to ludzie dla których robiłem tą pracę i osoby oceniające nie dawały mi nawet cienia wdzięczności za to co robię, nic kurwa, nawet zwyczajnego dziękuje kiedy pali im się dupa a ja poświęcam weekend by wszystko naprostować.
By oni mieli spokojny weekend.
NIC KURWA
A potem przychodzi wypłata i koleś który się miga od trudnej roboty i był „chory” 2 tygodnie dostaje większą wypłatę niż TY…
Dobrze że do tego zioma mnie później przydzielili, wychowany w innym systemie edukacyjnym niż niewolnictwo otworzył mi oczy i im więcej z nim przebywałem tym bardziej stawałem się tym czym wcześniej tak mocno gardziłem.
I było mi z tym coraz lepiej, zrywałem łańcuchy grzecznego, posłusznego chłopaczka który to i za darmo by pewnie z 10 dni popracował, zaczynałem gardzić tymi ślepymi co zapierdalali jak pojebani i widziałem jak oni na mnie reagują.
Doskonale wiedziałem co myślą, byłem w ich skórze i szczerze żałowałem że znam to uczucie… naprawdę, świadomość o tym jak człowiek dawał się dymać nie jest żadnym pozytywnym doświadczeniem i ludzie którzy pierdolą coś o tym że każda interakcja rozwija niech se pójdą i porozpierdalają z 3 lata na produkcji gdzie jesteś śmieciem, kolejnym kółkiem zębatym które jeśli ma jakieś żądania i stawia się to wypierdalaj zaraz weźmiemy kolejnego debila.

Uświadomienie

No i dobra, wiesz że pracodawca lubi gadać o tym jak wam dobrze robi i powinniśmy czuć się zaszczyceni że daję nam możliwość wykonywania dla niego pracy, pieniądze to kwestia drugorzędna, spotkałem się raz nawet z takim komentarzem
-A po co ci tyle zarabiać?
Kurwa koleś był koordynatorem i nie miał żądnych korzyści z tego czy zarabiam w chuj czy klepie za minimalną, może i tutaj a to tylko moje domysły miał ograniczoną ilość funduszy na podwyżki i wolał je przeznaczyć dla swoich pupilów niż dla ludzi którzy robią dla niego robotę, no ale jego wola.
W pracy jak w każdej sytuacji liczą się najbardziej Ci którzy są trudno zastępowalni, jeśli jesteś w stanie robić coś co wymagało by długiego szkolenia dla kogoś świeżego to masz argument by dla skąpej kurwy podnieść ciśnienie.
Więc dla pana koordynatora, następnego dnia wysłałem wiadomość że mnie nie ma i nie będzie mnie przez 2 tygodnie bo boli mnie brzuszek i mam L4 więc niech się buja, koleżka o którym wspominałem na początku też zdecydował się na taki krok i nasze tzw. „wąskie gardło” się zapchało i pan koordynator miał problem bo nie mógł tak po prostu nas zastąpić jakimiś randomami i się plan produkcyjny posypał.
Pamiętam jak po 2 tygodniach wróciłem to widziałem że się gotuje ale nie pisnął ani słowa bo wiedział że może znowu dojść do wyparowania mnie z pracy na jakiś czas.
Frajer przećwiczony, wiadomo, mścił się przy każdej okazji ale samym faktem że raz dostał po dupie to się nie rozpędzał w stosunku do mnie, inni za to obrywali podwójnie.
W bardzo krótkim czasie, każda osoba którą można było nazwać moim kolegą czy koleżanką nie mogło się do mnie wręcz zbliżyć bo leciał ten pojeb że co oni tu robią, do roboty wracać.
|Pojebane ale jakże prawdziwe.

I widzisz to jest przykład kolesia który robił też na etacie, w większym korpo, u kogoś, więc może i miał ambicje by dostać premię z wyniki itp. albo duma z bycia przełożonym tak go rozpierała że nie mógł znieść poniżenia które mu zaserwowałem ale jego motywacja była o wiele niższa niż kolesia który zarządza swoją własną firmę i liczy każdy grosz.
No właśnie ja ostatnio robię u takiego przedsiębiorcy i widzę jaki to gnój.
Naprawdę rozumiem że własny interes to mega wyzywanie i wielkie stresy.
Co nie rozgrzesza od bycia po prostu hienią i skurwysynem.
Zresztą baby na kierowniczych stanowiskach to jeszcze większe gówno, kurwy potrafią przyjść nawet w czasie przerwy i żądać by coś wykonano na już, jak masz chwilę dla siebie, jak raz dasz dla takiej wejść na głowę to przepadłeś bracie.

Dobra tyle na dziś, trzeba się wyspać przed Januszexem xD.




Dodaj komentarz